W naszym świecie morza i oceany wciąż stanowią wielką tajemnicę: choć zajmują trzy czwarte naszej planety, to ich dna są mniej zbadane, niż powierzchnia Księżyca. Spójrzmy chociażby na kałamarnicę olbrzymią – do nie tak dawna ludzkość nie posiadała żadnych nagrań przedstawiających żywe osobniki tego wielkiego głowonoga, a większość wiedzy o nich pochodzi ze szczątków znalezionych w żołądkach kaszalotów i martwych okazów wyrzuconych na brzeg… Chociaż wiemy, że w oceanach są ich miliony i że żyją na głębokości „ledwie” kilkuset metrów. Aż mnie ciarki przechodzą, kiedy pomyślę o tych wszystkich nieodkrytych gatunkach żyjących bez światła, w zupełnie innym świecie, kilka kilometrów poniżej tafli wody.
Ale przejdźmy do Podmesza, które najczęściej przedstawiam na ilustracjach jako wesołe i jasne jaskinie wyścielone mchem. Musicie wiedzieć, że nie całe Podmesze tak wygląda, a w najbliższym czasie postaram się przedstawić Wam jego różnorodne biomy.
Jednym z tych licznych biomów są właśnie głębiny. Żaden letib, a tym bardziej człowiek, nie jest w stanie określić, jaką część Podmesza tak naprawdę zajmują. Wyobraźmy sobie tysiące kilometrów zawiłych jaskiń, zalanych po sam strop wodą – stale się rozgałęziających, przechodzących w gigantyczne komnaty – podziemne morza i oceany – by później znowu się w nieskończoność zwężać, dzielić, tworzyć zagmatwane labirynty i nagle – zupełnie niespodziewanie – kończyć, przechodzić w suche tunele, zamieszkałe przez zupełnie inne letibskie plemiona.
Na dziś przygotowałem dla Was trzy nowe podwodne zwierzęta – od małych rybek pływających przy powierzchni i wykorzystywanych przez letibów jako lampki, po prastare stworzenia, potrafiące nawigować wśród ciemnych głębin bez użycia narządu wzroku. Dajcie znać, które z nich najbardziej Was zaciekawiło!
Lampniczek czerwony
Lampniczek czerwony to mała i niezwykle powszechnie występująca rybka osiągająca nie więcej niż cztery centymetry długości. Jarzy się ona czerwonym światłem, ale nie emituje go sama z siebie: uzyskuje te właściwości i pigment na skutek żywienia się farfoclakami, czyli znacznie mniejszymi od siebie żyjątkami.
Farfoclaki są toksyczne dla większości zwierząt, ale lampniczek wykształcił odporność na ich truciznę. Co więcej, toksyny przenikające do ciała lampniczka skutecznie zniechęcają większe drapieżniki przed polowaniem na niego. Jak długo od rybki bije czerwona poświata, tak długo jej przeciwnicy trzymają się od niej z daleka. Zagrożenie rośnie dopiero, gdy lampniczek przez dłuższy czas pozostaje bez dostępu do farfoclaków. Jego ciało traci wówczas swoje trujące właściwości i żywą barwę: staje się półprzezroczyste, mlecznobiałe. To sygnał dla drapieżników, że mogą się nim bezpiecznie pożywić.
Letibowie wykorzystują te ryby jako naturalne lampy, łowiąc je do słoików. Gdy światło lampniczków zanika, zostają wypuszczane, najczęściej do specjalnych kolonii odgrodzonych siatką. Tam, mimo tymczasowego braku czerwonej barwy, nic im nie zagraża.
Ukwialin
Ukwialin to piękna ryba drapieżna dorastająca nawet do trzech metrów długości. Jej ciało jest pełne asymetrycznych wypustek i narośli; pokrywają je różnego rodzaju koralowce, ukwiały i glony. Ten miniaturowy ekosystem stanowi schronienie dla wielu gatunków małych rybek.
Stworzenia zamieszkujące ciało tej ogromnej ryby są zjadane przez większe drapieżniki, które z kolei składają się na dietę ukwialina. Można powiedzieć, że ukwialinowi lokatorzy traktują go jako prywatnego ochroniarza, a on wykorzystuje je jako przynętę na bardziej sycący posiłek.
Czaszka ukwialina to niezwykle drogocenne i bardzo pożądane trofeum łowieckie, jednak mało kto rzeczywiście decyduje się na próbę zdobycia go. Co bardziej zabobonni letibowie mawiają, że zabicie ukwialina przynosi nieszczęście. Ma tego dowodzić legenda o portowej wiosce, w której panował wielki głód. Głosi ona, że pewnego dnia rybacy powrócili z łowów z upolowanym ukwialinem. Przygotowano z tej okazji ucztę, której główną atrakcją miała być ta potężna ryba. Mieszkańcy nie cieszyli się długo – podobno jeszcze przed końcem zabawy całą wioskę zmiotła potężna fala.
Ryba kaetti
Ryba kaetti, mimo wyglądu i powszechnie przyjętej nazwy, nie jest tak naprawdę rybą, a wtórnie przystosowanym do podwodnego życia gadem. Nie posiada zmysłu wzroku, ale za to ma najlepiej rozwinięty zmysł kaetti spośród wszystkich stworzeń zamieszkujących Podmesze. W przeciwieństwie do letibów, narządem jej zmysłu nawigacji nie są oczy, a specjalne czułki wyrastające z jej grzbietu. Dzięki swojemu wyczulonemu kaetti, jest w stanie bardzo sprawnie odnajdywać drogę w całkowitych ciemnościach nawet najgłębszych i najbardziej zawiłych podwodnych tuneli.
Gady te potrafią na krótką chwilę wypełznąć na ląd, chociaż ze względu na zmiany ewolucyjne zaszłe w ich ciałach, nie czują się na nim komfortowo. Na wszelki wypadek zaleca się letibskim poławiaczom, żeby nie zostawiali wiader ze złowionymi rybami zbyt blisko brzegu.